Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIŁOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIŁOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Kobiety, Mężczyźni i poczucie bezpieczeństwa.

Kobiety, Mężczyźni i poczucie bezpieczeństwa.

Każda z nas chciałaby się czuć bezpieczna u boku swojego faceta. Nie tylko w ten najprostszy sposób, że gdyby ktoś zagroził Ci na ulicy to on by zareagował. Bezpieczeństwo dla kobiety to też świadomość, że będzie miała za co zrobić zakupy, zapłacić rachunki, że na wszystko starczy. Kiedyś chodziło wprost  o schronienie i pożywienie, dziś to wszystko zapewnia się poprzez pieniądze. Nie mylmy tego jednak z kasą na zachcianki. A z drugiej strony - nie utożsamiajmy poczucia bezpieczeństwa z siedzeniem w domu na tyłku i spokojnym, nudnym życiem. W ogóle nie o to chodzi. Mozna ze swoim mężczyzną robić najbardziej szalone rzeczy, nie mieć wcale milionow, a czuć sie najbezpieczniej na świecie.
Bez poczucia bezpieczeństwa w związku wszystkie kolejne etapy nie zagrają i zawsze beda zgrzyty. Dlaczego tak jest? Dlatego, że to fundamentalna potrzeba. Jeśli żyjemy w ciągłym strachu i stresie to przyćmiewa on nam wszystko inne. Tak było od zawsze, od czasow prehistorycznych. Dziś czasy są trochę inne, ale nasza natura wciąż w podstawach jest taka sama.

Ja całe życie mialam problem z poczuciem bezpieczeństwa. W moim domu nie było ojca, mama sama harowała i próbowała to wszystko ogarnąć, stres czuło się wszędzie. Ja szybko sie usamodzielniłam, ale mimo największych starań tak naprawdę nie potrafiłam sobie tego zapewnić. W głębi serca wciąż czułam brak i strach.
Aż do momentu, w którym poznałam Kubę i powiedział mi, że on sie tym zajmie, że już nie muszę się bać.

Czy potrafilam zaufac od razu? A w życiu! Wciąż zdarza mi się wątpić, mam słabości jak każdy.
Jest to bardzo proste, ale bardzo trudne. Jak to? Tak to. Proste to nie jest przeciwieństwo trudnego, lecz skomplikowanego. Trudne to nie jest przeciwieństwo prostego tylko łatwego. Innymi słowy - najprostsza droga do celu nie zawsze jest tą najłatwiejszą.

My z Kubą od ponad roku pracujemy nad tym, by każde z nas odnajdywało się w swojej roli, byśmy siebie wspierali naprawdę głęboko, uzupełniali się, byli sobie najbliżsi na świecie. I nie zawsze było i jest lekko. Ale my wiemy, po co idziemy.

Co przez ten czas zrozumiałam i jak to zrobić?

Po pierwsze to zwykle nie jest tak jak myślimy, że mężczyźni nie chcą nam czegoś dać. Może ciężko się z tym pogodzić, ale to my nie umiemy przyjmować. Poczynając od komplementów, poprzez drobne upominki, aż spełnianie naszych marzeń. Zamiast podziękować za komplement mówimy - A daj spokój. - albo - Przesadzasz. Zamiast podziękować za kwiaty mówimy - Już nie masz na co pieniędzy wydawać?
A po co on ma te pieniądze? Po co w ogóle człowiekowi wszystkie pieniądze świata jeśli nie po to, aby kupić za nie to, co jest najważniejsze?

Mężczyźni uwielbiają obdarowywać kobiety, wszystkim, co mają. Uszczęśliwienie kobiety, która kochają jest dla nich wspaniałą motywacją. Tylko jakoś nie umiemy tego ogarnąć. 😃 Oni nie mieli wzoru w domu, nas te nie nauczyły matki. 
Jeżeli chcesz, aby Twój mężczyzna o Ciebie dbał to musisz go nauczyć. Weź te kwiaty i obdarz je miłością. Zobacz jakie są piękne, że są wyrazem miłości do Ciebie, wstaw w ładny wazon i ustaw na stole. Pozwól sobie się ucieszyć z komplementu, że podobasz się mu, nawet taka nieumalowana. Powiedz mu to, doceń, podziękuj. 
Jeśli to wszystko gasiłaś wcześniej to nie oczekuj nagłej zmiany. I na pewno nie oczekuj zmiany samoistnej. Musisz powiedzieć, czego potrzebujesz jako kobieta, a jeśli jeszcze nie umiesz okazać radości, wdzięczności to i o tym powiedz. Szczerze i od serca, prosto, choć to może nie być łatwe. Pozwól sobie być kobietą, a jemu mężczyzną, pozwól mu się o Ciebie zatroszczyć. To jest właśnie nauka kobiecości.

A co my dziś robimy zamiast tego? Dosłownie i w przenośni wskakujemy w spodnie, w kółko o wszystko się zamartwiamy i nie pozwalamy facetom działać. Mnie też się to jeszcze zdarza, wcale nie tak rzadko. Czasami coś nie wyjdzie, gdzieś się noga powinie, są nieprzewidziane wydatki, a ja zaczynam się zamartwiać. Potrafię przyjąć jakieś dodatkowe zlecenie albo staraś się szybciej obrobić zdjęcia, aby tylko dostać pieniądze. W tym momencie praca, która jest moją pasją przestaje sprawiać mi radość, a ja zaczynam się robić inna… mam mniej cierpliwości, szybciej się denerwuję, szybko chodzę, właściwie ciągle gdzieś się spieszę, nie mam czasu, nie cieszę się dniem, ciężko jest mi się zatrzymać… A Kuba opada z sił. Próbuje mnie pocieszyć, jakoś mi pomoc, ale nic mu z tego nie wychodzi. 

Co z tym robić? Jak tylko się zorientujemy to rozmawiamy. Ja mówię, czego się boję, on stara się mnie wysłuchać, nie oceniać i uświadomić mi, że on sobie ze wszystkim poradzi, ogarnie to. Ja tak naprawdę tylko tego potrzebuję, powiedzenia - Kochanie, zajmę się tym, panuję nad sytuacją, Ty się nie przejmuj. 

Brzmi super, co? Ale na poczatku wcale tak super nie bylo. 

Od ‚nastego’ roku życia sama na siebie zarabiałam, więc w związku ciężko mi było to odpuścić, ciężko pamiętać na co dzień, że to nie ja o to powinnam walczyć… że kiedy się zamartwiam i próbuję wziąć to na siebie to nie tylko sama siebie obciążam, ale zabieram i nie pozwalam też jemu.

Jeżeli Twój mężczyzna to typowy kanapowiec, który nic nie robi, którego mało co obchodzi, który według Ciebie o nic się nie troszczy, a już na pewno nie tak jak powinien, to proszę Cię o jedną rzecz. Usiądź, spróbuj się wyciszyć i spójrz na siebie z boku. Szczerze zastanów się nad tym czy jego poziom męskości nie jest adekwatny do Twojego poziomu kobiecości? Czy Ty jesteś kobieca i delikatna? Czy Tobą trzeba się opiekować czy wszystkim dookoła udowadniasz jaka jesteś niezależna i samowystarczalna?

I wiem, że najczęściej pierwsza myśl, która przychodzi to - ALE PRZECIEŻ JA MUSZĘ SAMA! PRZECIEŻ JAK NIE JA TO ON NIC NIE ZROBI!
Wiem, że to ciężkie i uwiera, ale pamiętaj: jeśli coś Cię dotyka to znaczy, że Cię dotyczy. Jeżeli Cię to wkurza i reagujesz emocjonalnie to prawdopodobnie znaczy, że to się do Ciebie odnosi.
Więc spróbuj odrzucić na chwile tę wredną myśl i spokojnie zastanowić sie czy to naprawdę jest takie jednostronne i czarnobiałe? 

A później spróbuj choć trochę w niego uwierzyć. Spróbuj dostrzec jego potencjal. Nie musisz od razu wyobrażać go sobie jako rycerza milionera, a siebie jako bezrobotnej ksiezniczki 😃 Po prostu spróbuj na niego spojrzeć trochę inaczej. Przypomnij sobie w kim się zakochałaś, dostrzeż jego potencjał, który tak naprawdę wciąż można obudzić.

A później powiedz mu cos miłego. Tak po prostu. Powiedz mu, że go kochasz, że w niego wierzysz, że wiesz, że jest wspaniałym mężczyzną. 
Tylko nie oczekuj nagłej zmiany. Nie oczekuj, że on nagle po wielu miesiącach lub latach przebywania w letargu i niekorzystania ze swojego potencjału zerwie się na nogi, zachwyci i porwie Cię na ręce. Jeśli wcześniej tego nie robiłaś w ogóle to może się trochę zdziwić. Może zareagować różnie, ale jeśli powiesz to od serca to bądź pewna, że to do niego dotrze i coś w nim poruszy.
Tylko nie oczekuj. Nie oczekuj, że nagle będziesz mogła przekazać mu całą tę odpowiedzialność o bezpieczenstwo, która Ci ciąży. To proces. Długi proces, ale do zrobienia i spróbuję pomóc Ci przez niego przejść. 

Druga myśl po tym wszystkim jest taka - TO MAM SIĘ STAĆ ZALEŻNA FINANSOWO?
I tutaj odpowiedz moja brzmi - jak chcesz 😃 A Twoja? Z czasem sie zmieni. 
Po pierwsze - jeśli wchodzisz w związek, nad którym nie zamierzasz ciężko pracować, w którym jesteś od mezczyzny ‚’zależna’’ finansowo, ale nie wiesz, co tak naprawę masz mu do zaoferowania w zamian - to nie polecam. 
Ja sama kiedyś w taki związek sie wplątałam. Na początku oczywiście bylo cudownie i kolorowo, ale dosyć szybko skończyło się awanturami, płaczem i bardzo zranionymi sercami po obu stronach.

Poza tym to, że mężczyzna bierze odpowiedzialność za Waszą „rodzinę" (lub przyszłą rodzinę, może to być póki co Wasza dwójka) nie oznacza, że Ty nie możesz się realizować, pracować, ani zarabiać kasy czy mu pomagać. Chodzi tylko o to, żebyś nie stała się facetem w związku, bo tam jest miejsce tylko dla jednej osoby pełniącej role faceta.
Piszę w tym kontekście o rodzinie, bo związków, które nie zakładają, że będą razem i chcą zbudować kiedyś rodzinę nie rozpatruję na ten moment. Jeżeli chcesz poeksperymentować, nie zamierzasz się angażować w 100%, ani dawać z siebie wszystkiego, żeby na związek pracować to spoko, tylko bądź szczery z tą drugą stroną. Musisz jednak wiedzieć, że idealny związek nie bierze sie znikąd, to nie jest tak, że „ktoś miał szczęście i po prostu trafił na idealnego partnera". 

Podsumowując - chcesz czuć się bezpieczna i mieć świadomość, że Twój mężczyzna zadba o Was? Pomyśl, na ile mu na to pozwalasz i go w tym wspierasz. Pomyśl, jakie są konsekwencje tego, że sytuacja jest odwrócona i do czego to prowadzi? Czy tylko Ty byłabyś szczęśliwsza, gdyby udało się to poukładać?

Pomyśl. I wróć tu czasami. Może pojawią się dalsze wskazówki? :)

/K.


TITANIC
Kuby włosy osiągnęły długość 'na Leonardo', ale to zdjęcie kojarzy mi się też z symbolicznym zaufaniem.







Mgliste wspomnienia

Mgliste wspomnienia

[ZUPEŁNIE PRYWATNIE] 

Mam wrażenie, że wszystkie najważniejsze przełomy w moim życiu dokonywały się jesienią.  Jesień jest dla mnie szczególna, intuicyjna i sensualna. Dużo odbieram zmysłami, mniej się zastanawiam. W mojej głowie pojawiają się wspomnienia zapachów, smaków, dotyku.

Szare chmury i kropiący deszcz nie przygnębiają mnie, ale sprawiają, że czuję się jakoś tak... lekko? Czuję się bliżej Ziemi, bliżej natury i samej siebie. Mam w sobie więcej ciepła, empatii i spokoju, a jednocześnie czuję ekscytacje, wydaje mi się, że za chwilę coś się wydarzy, że za rogiem czeka na mnie wspaniała przygoda.
Wciąż boję się przyszłości, ale jednocześnie nie mogę się jej doczekać, jakby świat złożył mi jakąś podniecającą obietnicę, której nie mogę sobie przypomnieć. Pozostało tylko szybsze bicie serca.
Czasem jestem smutna, ale z tym smutkiem też czuję się blisko i przyjaźnie.

Powietrze pachnie inaczej. Wilgotno i ziemiście. Kiedy idę pod prysznic zamykam okno w łazience. Kiedy kończę prysznic wciągam ręcznik do środka i wycieram się w tej mini saunie, a i tak po wyjściu mam gęsią skórkę. Pomaga ciepły szlafrok.

Szlafrok.
Przypomina mi nasze śniadania na Kijowskiej. Siedzieliśmy opatuleni w te frotowe kożuchy przy blacie w kuchni i wszystko można było zrobić bez wstawania z krzesła. Otworzyć lodówkę i schować masło, wyjąć nóż do smarowania i małe talerze. Tylko po herbatę trzeba było wstać. Lubiłam to mieszkanie.
Przypomina mi się jak Kuba sadzał mnie na blacie i przytulał. Byliśmy jak misie polarne.
Wciąż mogę to poczuć, nie muszę nawet zamykać oczu.
Jego ciepło, jego silne ręce i mokre kosmyki moich włosów opadające na policzki. Zagarniam włosy za ucho.
Jestem bezpieczna.


Dlaczego nie warto walczyć?

Dlaczego nie warto walczyć?

Byłam wczoraj na warsztacie dla kobiet. Warsztat jak warsztat - sporo wartościowej wiedzy, choć nie wszystko mi się do końca podobało, ale czerpię tyle, na ile czuję.

I było na tych warsztatch pewne ćwiczenie, w trakcie którego w oczach pewnej dziewczyny zobaczyłam taką smutną mieszankę takiej naturalnej potrzeby bliskości i oddania się, a jednocześnie strachu i chęci walki. I myślę sobie, że tak wiele kobiet dzisiaj cierpi w ten sposób.

Chcemy mieć silnego mężczyznę, chcemy, by ktoś się nami opiekował, chcemy ufać, być kochane, wspierane. I to jest naturalne i uważam, że właściwe.
Nie rozumiemy jednak, dlaczego to się nie pojawia.
Nie rozumiemy, że nie możemy oczekiwać tego od mężczyzn, zanim nie nauczymy się im na to pozwalać. Nie rozumiemy, że to wszystko od nas zależy.
A z biegiem lat jest coraz trudniej.

Bo gromadzą się nasze doświadczenia, złamane serce i to przekonanie, że ze wszystkim musimy sobie radzić same. Budujemy w sobie takie sztuczne, niemądre 'poczucie godności'. Wydaje nam się, że musimy walczyć o to, aby nas szanowano. A prawdziwe poczucie godności nie ma nic wspólnego z walką...
Dlaczego to jest takie trudne do zrozumienia i uwierzenia? Pewnie dlatego, że nie mamy dobrych wzorców. Nie widzimy tego, że kobieta, która walczy o szacunek i pozycję działa jak mężczyzna.
Ale każdy z nas gdzieś tam widział lub zna taką kobietę, która nigdy się z nikim nie wykłóca, jest raczej spokojna, ale każdy ją jakoś lubi i szanuje. Ona zazwyczaj jest łagodna, mądra i z reguły radosna. Każdemu przy niej się dobrze przebywa.

Czy to znaczy, że powinnyśmy być cichymi myszkami i jakimiś mimozami bez własnego zdania? Absolutnie nie. Chodzi tylko o sposób, w jaki siebie wyrażamy i o co tak naprawdę my walczymy.

Na swoim przykładzie doskonale widzę, że im bardziej ja odpuszczam walkę o przetrwanie i oddaję to w ręce mojego mężczyny tym lepiej nam się wiedzie. Pozwalam mu się realizować, mówię o swoich marzeniach dając motywację do działania. A sama? Staram się tworzyć dla niego środowisko, w którym on się odnajduje. Zajmuję się domem, biorę na siebie rzeczy organizacyjne i to wszystko działa coraz lepiej. Czy to znaczy, że nie pracuję i nie realizuję swoich pasji? Absolutnie nie ;)
Ale w porównaniu do tego, co było półtorej roku temu...
Nie pracuję na noce i nie zaharowuję się do upadłego za naprawdę nędzne pieniądze... pracuję dużo mniej, robię to, co kocham, realizuję się w tym i jeszcze płacą mi dużo więcej.
Wspieram swojego ukochanego, on też robi to, co kocha, a nasza sytuacja ciągle się poprawia :)
Kochamy się i rozumiemy coraz bardziej. Minął ponad rok, minął okres radosnego zauroczenia i burzy hormonów, a my coraz bardziej zakochani. Znaczymy dla siebie coraz więcej.
A to wszystko wynika z tego, że świadomie budujemy coś wspólnie, akceptujemy swoje role
i pozwalamy sobie na to, by naturalnie się w nich odnajdywać.

Skąd wziąć takiego faceta, zapytacie... Ech. O ile mężczyzna, którego wybierzecie nie jest skończonym idiotą - 'nada się'. Jeśli tylko przestaniecie walczyć, obdarzycie go zaufaniem i miłością i będziecie go wspierały. Nie oczekiwały, lecz dopingowały. Nawet, jeśli upuszczono Was 1000 razy wcześniej to musicie zaufać, że on Was złapie. Nie bójcie się.
Bo każdy mężczyzna może stać się wszystkim, o czym marzysz, jeśli tylko mu na to pozwolisz.
Tak pięknie został stworzony ten świat.


Wszyscy jesteśmy wrażliwi.

Wszyscy jesteśmy wrażliwi.

Wiele razy w życiu słyszałam, że jestem niewrażliwa. Wiedziałam, że to nie prawda, choć często zdarzało mi się być kompletnie obojętną. Na dzień, na pogodę, na miłość, na życie.
Chodziłam otępiała, czułam dopiero w hardcorowych sytuacjach. Niektórzy mówili mi, że jestem uzależniona od silnych emocji. Potrzebowałam wszystko wzmacniać, bo codzienność była dla mnie nijaka. 
Wydaje mi się, że zakopałam swoje serce bardzo głęboko, głównie ze strachu. Później szłam przez wszystkie okropności mając poczucie, że spływa to po mnie, bo moje serce jest schowane i bezpieczne. Ale nie było. Czasami doprowadzałam do takich sytuacji, że wydawało mi się, że ono w ogóle zniknęło. Wtedy w pośpiechu drążyłam w sobie dziurę, żeby sprawdzić, czy jeszcze istnieje. 

Dziś wiem i rozumiem, że wrażliwość to po prostu umiejętność czucia i słuchania swojego serca naprawdę. Wierzę, że wszyscy z natury jesteśmy dobzi, każdy chce kochać i być kochanym. Nie ma ludzi z natury obojętnych na cudzą krzywdę i zło. Każdy jako dziecko jest dobrym człowiekiem. Ja też byłam. Później wydarzyło się wiele różnych rzeczy, brakowało mi wzorców, spotkałam różnych ludzi. Nie umiałam słuchać swojego serca, nie umiałam siebie szanować, więc nie umiałam też sprawić, by szanowali mnie inni. Wydarzyło się wiele, ale z perspektywy czasu widzę, że wszystko to miało mnie czegoś nauczyć, każda sytuacja była lekcją, choć nie każdą rozumiałam. 
Wierzę, że każdy, kto postępuje źle i krzywdzi innych robi to z jakiegoś powodu. Najczęściej ze strachu. A kiedy pojawia się poCZUCIE winy, kiedy nasze serce wychodzi na wierzch to walimy je łopatą i zakopujemy spowrotem, bo boimy się zmierzyć z tymi emocjami. I tak w kółko.  

Bywały momenty, że zdawałam sobie z tego sprawę, ale naprawdę nie wierzyłam wtedy, że będę w stanie przez to wszystko przejść. Że będę w stanie wyjąć to serce i poczuć to wszystko, co odrzucałam na bok. Bo niestety, nie da się tego przeskoczyć. To tak jak z życiem w Candy Crush Saga - na telefonie możesz przestawić na chwilę czas, żeby mieć dodatkowe życia, ale zrób to kilka razy, a zablokujesz się na wiele godzin w czasie rzeczywistym... No cóż, takie porównanie mi przyszło akurat do głowy. Ale dokładnie tak samo jest w prawdziwym życiu. Możesz odrzucać emocje, których nie chcesz czuć, ale jeśli one są prawdziwe to i tak wrócą. Bez tego nie można pójść dalej. 
Nic więc chyba dziwnego, że nie chciałam tego brać na klatę, nie chciałam tego przeżywać, choć wieczorami i tak wracało. Ale wtedy zazwyczaj mogłam pójść zapomnieć, gdzieś, z kimś, im głośniej, tym lepiej, im pijaniej, tym lepiej. Nie chciałam tego przeżywać, bo myślałam, że nie dam rady, że i tak już nigdy nie będę 'normalna'.

Dziś wiem, że każdy, naprawdę każdy jest w stanie się zmienić. Jest w stanie odkopać swoje serce, pozwolić mu znów czuć. Najpierw przeżyć wszystko, co odrzucał, później wybaczyć to sobie. Najpierw zobaczyć nadzieję, później uwierzyć, a w końcu po prostu pozwolić sobie na bycie szcześliwym, na to, żeby kochać i żeby nas ktoś kochał. Nauczyć się siebie szanować i nauczyć tego innych. 
Wymaga to trochę szczęścia, cholernie dużo odwagi, by podjąć ryzyko, wytrwałości i czasu. Naprawdę wymaga to dużo czasu. Ja idę tą drogą już rok z Najlepszym Na Świecie Wsparciem u boku i wiem, jak wiele jeszcze do zrobienia. Nie wiem, ile zajęłoby mi to samej i czy w ogóle byłoby możliwe. Zdecydowanie brakowało mi odwagi i wytrwałości, celu... Dzisiaj ten cel mam i czuję się silna. Codziennie los rzuca nam nowe wyzwania, ale chociaż czasami jest naprawdę ciężko to w głębi serca wiem, że damy sobie radę ze wszystkim, że nasze serca są bardzo silne. 

Wiem też, że będziemy w stanie pomóc wielu osobom. Jeśli ktoś z Was czuje, że tego potrzebuje to dajcie mi znać w komentarzu lub mailem. Zaczynamy z Kubą intensywnie działać i szczerze wierzę, że bardzo dużo ludzi dostanie szansę taką, jaką dostałam ja. 

K.



Przepychanki

Przepychanki

Wiele razy w życiu znalajdowałam się w sytuacjach, które uświadamiały mi, że to, co robię jest kompletnie bez sensu. Niestety, ale samo uświadomienie sobie czegoś niekoniecznie jest związane ze zmianą, a już na pewno nie z trwałą zmianą.
Na szczęście karma nie śpi i sytuacje 'uświadamiające' powtarzają się w różnych postaciach, aż do momentu, kiedy czegoś rzeczywiście nie zmienimy. I tutaj znów wszystko zależy tylko od nas... Niektórym dopiero rak w płucach karze rzucić palenie, niektórzy nawet wtedy idą w zaparte. Kiedyś dużo leżałam na pulmonologii i mówię Wam - przed wejściem na oddział płucny unoszą się chmury dymu.

Ostatnio po raz kolejny uświadomiłam sobie, że świat dużo bardziej sprzyja, kiedy najpierw dajesz coś od siebie, a dopiero później czegoś oczekujesz. Działa to na większości, jeśli nie na wszystkich płaszczyznach, ale tym razem myślę o związku.

Ale mimo wszystko często wciąż działam odwrotnie. Kiedy teraz o tym myślę, to jest mi wstyd. Wstyd mi, że czasem kiedy wstaję i Kuba nie jest w idealnym humorze to ja też się obrażam. Bo przecież on mógłby się do mnie uśmiechać, nie dąsać i w ogóle zawsze być ponad problemami... ale nie jest (co może, a nie jest nie pisze się w rejestr - dotyczy przyszłości i przeszłości). W takiej sytuacji wymagam od niego, żeby w stosunku do mnie potrafił być ideałem, ale sama jakoś niekoniecznie się do tego palę.
Kiedy zdaję sobie z tego sprawę sytuacja wygląda zgoła inaczej. Wtedy rozumiem, że nie mam bezpośredniego wpływu na to, co on ma w głowie (tylko on może zmienić swoje myśli) i widzę za co mogę wziąć odpowiedzialność. A konkretnie to za siebie. Zamiast się dąsać staram się uśmiechnąć, zrobić najpierw coś dla siebie, żeby dobrze się czuć. Wtedy jest już z górki. Mogę chociażby ubrać się ładnie i włączyć ulubioną muzykę, mogę zająć się czymś, co sprawia mi radość i dać mu trochę ciepła. Mogę podarować mu swój uśmiech i pocałunek. Zamiast cisnąć go, żeby był radosny po prostu powoli zarażać go swoją radością.

Czasami jednak sytuacja nie jest taka prosta, problem jest większy albo dotyczy fundamentalnych dla nas spraw. Wymaga to spojrzenia na siebie i wzięcia odpowiedzialności za to, na co my mamy wpływ, a jednocześnie zaufania, że ta druga osoba nie zawiedzie. Zaprzestania prób kontroli, manipulacji. I to jest trudne. Wkoło jest bardzo dużo nieuczciwych, nieszczerych osób, wiele razy ktoś nas zawiódł i ciężko jest, a może nawet głupotą byłoby dawać kredyt na swoje zaufanie wszystkim. Jednak kiedy decydujemy się na związek to działanie na takich zasadach nie przynosi nic dobrego. W związku zaufanie to podstawa. Nawet jeśli upuszczono nas tysiąc razy przedtem... ta właściwa osoba nas złapie. Albo przynajmniej da z siebie wszystko. Wtedy nawet upadek tak nie boli.
Inaczej to po prostu nie ma sensu, bo zachowujemy się tak naprawdę jak dzieci w przedszkolu. Przepychamy się i mówimy "Ty pierwszy..." albo skarżymy się znajomym "Może ja nie jestem święta, ale on to dopiero...". Chcemy zmienić tę druga osobę, ale nie możemy. Możemy zmienić siebie, ale nie chcemy, bo to trudne. Nie potrafimy też z tego zrezygnować, bo boimy się być sami.
Kto w takim związku jest szczęśliwy? Na dłuższą metę chyba nikt.

Myślę, że to wszystko działa na prostych zasadach, ale jest niesamowicie trudne do wykonania. Dlatego, że wymaga patrzenia na rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Często gorzką, bolącą. To z kolei wymaga odwagi, wysiłku, czasu i przede wszystkim determinacji. Ale warto. Wiem, że warto.

K.



Copyright © 2014 SEKRETY KOBIECOŚCI , Blogger